Nacomi, Olej z dzikiej róży

Nacomi, Olej z dzikiej róży

Coraz bardziej lubię kosmetyki firmy Nacomi. Na moim blogu mogłyście przeczytać już o czarnym mydle tej firmy, które sprawdziło się u mnie bardzo dobrze. Dzisiaj zapraszam Was na recenzję oleju z dzikiej róży, czyli eliksiru młodości. Okazał się on dla mnie dużym zaskoczeniem i uratował mnie w trudnej sytuacji.

Nacomi, Olej z dzikiej róży

Od producenta


Zawiera dużą ilość witaminy C, która jest w naturalny sposób zakonserwowana w oleju. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt. Skóra po zastosowaniu oleju jest pełna blasku. Zapobiega starzeniu się skóry. Zwany jest olejem młodości.  

Po więcej informacji na temat oleju zapraszam Was na stronę producenta (klik).

Nacomi, Olej z dzikiej róży

Moja opinia

Olej z dzikiej róży Nacomi jest tłoczony na zimno i w 100% naturalny. Nie znajdziemy w nim żadnych dodatków, tylko Rose Hips Oil.

Znajduje się on w butelce wykonanej z ciemnego szkła o pojemności 30 ml. Do wyboru mamy jeszcze 50 oraz 100 ml. Plastikowa zakrętka nie trzyma się zbyt dobrze, jeśli opakowanie się przewróci grozi to wylaniem się oleju. Otwór przez który wydobywamy olej jest duży, bez kroplomierza oraz pipetki, przez co czasami może wylać się nam za dużo produktu. Nabierany ostrożnie jest naprawdę bardzo wydajny - do posmarowania całej twarzy potrzebujemy go niewiele.

Olej wytwarzany jest z nasion owoców dzikiej róży, więc niestety nie pachnie kwiatkami. Jego zapach jest delikatny i niezbyt przyjemny, ale można się do niego przyzwyczaić. Ma pomarańczowy kolor i nałożony w zbyt dużej ilości barwi poszewkę. Olej z dzikiej róży długo się wchłania i pozostawia na skórze tłusty film, więc staram się aplikować go na długo przed pójściem spać.




Olej Nacomi kupiłam wtedy, gdy moja skóra miała naprawdę trudny okres, który spowodowany był stosowaniem kremu Glyco-A, czyli mnóstwo bolących pryszczy na brodzie i policzkach. Nie był to dobry moment na testowanie nowości, ale gorzej już chyba i tak być nie mogło. Mimo to i tak trochę się go obawiałam, ale olej Nacomi zaskoczył mnie pozytywnie. Już po kilku użyciach wszystko zaczęło się ładnie goić i znikać bez śladu. Olej świetnie nawilża skórę. Nałożony wieczorem sprawi, że moja twarz rano będzie odżywiona i wygładzona, po prostu będzie wyglądać lepiej. Olej nie zapchał mojej skóry (którą zapchać jest bardzo łatwo) i nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków jego działania.

Bardzo lubię stosować go również zamiast kremu pod oczy. Nawilża lepiej niż każdy krem, który miałam do tej pory oraz nie podrażnia delikatnej skóry wokół oczu. Raczej nie nadaje się pod makijaż, więc używam go tylko na noc.

Nacomi, Olej z dzikiej róży

Znacie olej z dzikiej róży? Jestem ciekawa czy stosujecie oleje w pielęgnacji twarzy?

olej z dzikiej róży Nacomi opinie, olejek  dzikiej róży do twarzy opinie, olej z dzikiej róży na twarz
Kremowanie włosów | Jak sprawdził się u mnie krem do ciała z masłem shea i kakao Isana?

Kremowanie włosów | Jak sprawdził się u mnie krem do ciała z masłem shea i kakao Isana?

Po krem do ciała Isany z masłem shea i kakao bardzo często sięgam podczas pielęgnacji ciała. Mam do niego zaufanie i wiem, że zawsze się u mnie sprawdzi. Poza tym jego wydajność oraz cena również działają na jego korzyść. Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, na początku trochę się na nim zawiodłam, ale jakiś czas temu zrobiłam do niego drugie podejście. Jeśli jesteście ciekawe, czy tym razem podołał zadaniu zapraszam Was na dalszą część postu.

Kremowanie włosów

Skład


Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Copernicia Cerifera Cera, Theobroma Cacao Butter, Sodium Cetearyl Sulfate, Isopropyl Palmitate, Carbomer, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin.


Kremowanie włosów

Krem ma bardzo fajną, kremową i lekką konsystencję, więc z łatwością możemy go rozprowadzić na włosach. Sprawia, że włosy są posklejane, więc raczej nie możemy wyjść z nim do ludzi ;) Jego słodki zapach trzyma się na włosach aż do zmycia go szamponem. Bardzo łatwo też się go zmywa - w jego przypadku raczej nie ma mowy o niedomyciu włosów.

Krem Isany nałożyłam na suche włosy na około 2 godziny. Przez to, że kiedyś się na nim zawiodłam, tym razem nie miałam wobec niego zbyt wielkich oczekiwań, ale cieszę się, że dałam mu kolejna szansę. Krem mnie zaskoczył i to bardzo. Włosy po jego użyciu były nawilżone i mocno wygładzone. Kremowanie sprawiło, że były niesamowicie przyjemne w dotyku. Tak gładkie, że nie mogłam przestać ich dotykać. Serio! A to nie zdarza mi się zbyt często.

Krem do ciała Isana okazał się świetną alternatywą dla olejowania. To, co olej robi na moich włosach w ciągu około 6 godzin on robi w 2. Oczywiście nie zrezygnuję z olejowania, ale będę też moim włosom serwować kremowanie, szczególnie wtedy, gdy mam mniej czasu na ich pielęgnację.

Kremowanie włosów

Próbowałyście kremowania włosów? Jak się u Was sprawdziło? 
Nowości | Luty 2016

Nowości | Luty 2016

W tym miesiącu na moim oraz Waszych blogach jest mnie trochę mniej. Luty mija mi w zawrotnym tempie i nawet nie wiem kiedy ten czas mi ucieka. Trochę spadła mi też motywacja do pisania, pewnie ze względu na pochmurną pogodę, którą ciągle mamy za oknem. Nawet nie da się zrobić zdjęć, ale myślę, że teraz już będzie tylko lepiej :)


Dzisiaj zapraszam Was na post zakupowy, bo zakupy są dobre na wszystko - na chandrę i brzydką pogodę też :)


Isana, Żel pod prysznic - zmysłowy zapach karmelu i wanilii

Ciągle zapominałam o tym by wrzucić go do koszyka podczas zakupów. W końcu jest mój i zaczynam rozumieć skąd nad nim tyle zachwytów. Pachnie jak najprawdziwsze Toffifee.

Planeta Organica, Regenerujący szampon prowansalski do wszystkich rodzajów włosów 

W mojej kosmetyczce brakowało delikatnego szamponu bez SLS a ze względu na moją słabość do rosyjskich kosmetyków (one są naprawdę dobre!) skusiłam się na ten. Myślę, że się zaprzyjaźnimy.


Isana, Woda brzozowa

Ostatni raz miałam ja wieki temu, ale pamiętam, że była dobra, zachamowała wypadane włosów i przyspieszyła ich porost. Ciekawa jestem czy tym razem spisze się równie dobrze.



Revlon, Colorstay Cera normalna i sucha 150 Buff 

Bardzo polubiłam się z wersją do cery tłustej, ale za namowa pani w sklepie zdecydowałam się na wersję do cery suchej i normalnej. Po kilku użyciach mogę stwierdzić, że ta na mojej skórze sprawdza się lepiej, ale jak jest naprawdę okaże się przy dłuższym stosowaniu.


Sylveco, Lekki krem brzozowy oraz Brzozowa pomadka z betuliną

Bardzo chętnie sięgam po ich kosmetyki. Teraz zdecydowałam się na zachwalany przez Was lekki krem brzozowy oraz brzozową pomadkę z betulina. Taki sam zestaw kupiłam również mojemu Narzeczonemu.


Bania Agafii, Maska do twarzy dziegciowa oczyszczająca

Bardzo lubię te maseczki. Chciałabym wypróbować wszystkie. Na razie najlepiej sprawdzała się u mnie ta z błękitną glinką (klik), ale czuję, że dziegciowa może okazać się moim nowym hitem.


Nacomi, Olej z nasion konopi indyjskiej 

Od jakiegoś czasu bardzo polubiłam oleje w pielęgnacji twarzy, zastępuję nimi krem na noc. O oleju z nasion konopi indyjskiej czytałam dużo dobrego, wiec liczę, że też będę zadowolona z jego działania.

OlVita, Olej z awokado 

Kupiłam go z myślą o włosach i nad jego wyborem zastanawiałam się naprawdę baaardzo długo. Zdecydowałam się na niego ze względu na to, że moje włosy lubią kosmetyki z awokado, więc mam nadzieję, że ten olej również polubią.



Dorota Świątkowska, Moje wypieki. Wieli powrót

Mój prezent walentynkowy :) Książka jest przepięknie wydana, pełna zdjęć, które sprawiają, że robię się głodna. Znajdują się w niej przepisy z bloga Moje wypieki (co dla mnie jest sporym ułatwieniem) oraz kilka nowych. Podobnie jak blog jest uzależniająca.


Znacie coś z moich nowości? Jestem ciekawa czy kupiłyście nowego w tym miesiącu :)
Niekosmetyczni ulubieńcy stycznia

Niekosmetyczni ulubieńcy stycznia

Nie samymi kosmetykami kobieta żyje, więc dzisiaj zapraszam Was na moich niekosmetycznych ulubieńców minionego miesiąca.



Książki Magdaleny Witkiewicz
W styczniu bardzo często sięgałam po książki tej autorki. Książka 'Po prostu bądź' bardzo mnie wzruszyła i zmieniła mój sposób patrzenia na świat. Na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci.
Przeczytałam również książki z cyklu 'Milaczek', czyli 'Milaczek', 'Panny roztropne' oraz 'Szczęście pachnące wanilią'. Opowiadają one o Milence, która ma kilka kilogramów za dużo i szuka miłości. Główna bohaterka serii bardzo przypomina mi Brigdet Jones. Książki są bardzo zabawne i lekko napisane. Szczerze mówiąc w każdej z tych 3 książek są momenty podczas których płakałam ze śmiechu. Idealne na poprawę humoru.


Blog Moje Wypieki
Blog Doroty Świątkowskiej (klik) odkryłam niedawno. Jest idealny dla wszystkich tych, którzy lubią piec ciasta, dla tych bardziej zaawansowanych i dla tych, tak jak ja początkujących. Znajdziecie tam mnóstwo przepisów na słodkości. Przepisy napisane są tak, że każdy zrozumie co i jak a od samego patrzenia na zdjęcia aż chce się jeść.


Imagine Dragons 'Dreams'
Cały album 'Smoke + Mirrors' bardzo mi się podoba, ale 'Dreams' najbardziej mnie zauroczyło.
Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink | Ulubieniec ostatnich tygodni

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink | Ulubieniec ostatnich tygodni

Podczas listopadowej promocji na kolorówkę w Rossmannie kupiłam pomadkę do ust Rimmel z serii Moisture Renew Lipstick w kolorze 180 Vintage Pink, pokazywałam Wam ją już w listopadowych nowościach. Jej kolor wydawał mi się idealny na jesień i zimę. Mimo, że na początku niezbyt chętnie po nią sięgałam, od kilku tygodni nie potrafię się bez niej obejść.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Pomadka Rimmel Moisture Renew Lipstick znajduje się w tradycyjnym, wykręcanym opakowaniu zamykanym na 'klik'. Przez większość czasu przechowuję ją w torebce (dosłownie sobie po niej lata) i opakowanie nadal jest całe i zdrowe, nigdy też się nie otworzyło.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Sztyft jest kremowy i miękki. Bez problemu sunie po ustach i można pomalować się nią szybko, bez obawy, że zrobi się nią sobie krzywdę. Mimo, że pomadka jest miękka to nie odkształca się tak jak Velvet Matte z Golden Rose. Zapach jest delikatny, lekko pudrowy.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Vintage Pink to odcień ciemnego pudrowego różu z domieszką jagody. Jestem fanką zgaszonych kolorów, więc gdy ją zobaczyłam po prostu nie mogłam jej nie kupić. Na ustach wygląda przepięknie. Moim zdaniem nadaje się zarówno do delikatnego makijażu jak i do tego mocniejszego, wtedy nadaje całości tajemniczości. Pomadka ma lekko błyszczące wykończenie.

Moisture Renew Lipstick nie wysusza ust oraz nie podkreśla suchych skórek. Właściwie mam wrażenie, że usta nią pomalowane wyglądają tak jakby były w dużo lepszym stanie niż są naprawdę. Pomadka dobrze znosi jedzenie i co najważniejsze ściera się równomiernie.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Znacie pomadki Rimmel z tej serii? Jak podoba Wam się Vintage Pink?



Może Cię zainteresować:


Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink | Ulubieniec ostatnich tygodni

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink | Ulubieniec ostatnich tygodni

Podczas listopadowej promocji na kolorówkę w Rossmannie kupiłam pomadkę do ust Rimmel z serii Moisture Renew Lipstick w kolorze 180 Vintage Pink, pokazywałam Wam ją już w listopadowych nowościach. Jej kolor wydawał mi się idealny na jesień i zimę. Mimo, że na początku niezbyt chętnie po nią sięgałam, od kilku tygodni nie potrafię się bez niej obejść.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Pomadka Rimmel Moisture Renew Lipstick znajduje się w tradycyjnym, wykręcanym opakowaniu zamykanym na 'klik'. Przez większość czasu przechowuję ją w torebce (dosłownie sobie po niej lata) i opakowanie nadal jest całe i zdrowe, nigdy też się nie otworzyło.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Sztyft jest kremowy i miękki. Bez problemu sunie po ustach i można pomalować się nią szybko, bez obawy, że zrobi się nią sobie krzywdę. Mimo, że pomadka jest miękka to nie odkształca się tak jak Velvet Matte z Golden Rose. Zapach jest delikatny, lekko pudrowy.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Vintage Pink to odcień ciemnego pudrowego różu z domieszką jagody. Jestem fanką zgaszonych kolorów, więc gdy ją zobaczyłam po prostu nie mogłam jej nie kupić. Na ustach wygląda przepięknie. Moim zdaniem nadaje się zarówno do delikatnego makijażu jak i do tego mocniejszego, wtedy nadaje całości tajemniczości. Pomadka ma lekko błyszczące wykończenie.

Moisture Renew Lipstick nie wysusza ust oraz nie podkreśla suchych skórek. Właściwie mam wrażenie, że usta nią pomalowane wyglądają tak jakby były w dużo lepszym stanie niż są naprawdę. Pomadka dobrze znosi jedzenie i co najważniejsze ściera się równomiernie.

Rimmel, Moisture Renew Lipstick 180 Vintage Pink

Znacie pomadki Rimmel z tej serii? Jak podoba Wam się Vintage Pink?



Może Cię zainteresować:

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Od kilku lat w okresie jesienno-zimowym do pielęgnacji twarzy włączam kwasy. Swoją przygodę z nimi rozpoczęłam od kremu z 10% zawartością kwasu migdałowego firmy Pharmaceris, z którego byłam bardzo zadowolona. Tym razem chciałam spróbować czegoś innego i postawiłam na krem Glyco A z 12% kwasem glikolowym. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym kwasem, ale również jest bardzo udane.

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Krem kupiłam z nadzieją na to, że poprawi on stan mojej skóry. Zależało mi na rozjaśnieniu blizn potrądzikowych oraz ograniczeniu powstawania niespodzianek. Glyco-A okazał się bardzo dobrą inwestycją, pomógł mi stoczyć kolejną walkę o piękną skórę. Aczkolwiek nie zawsze było różowo i miałam chwile zwątpienia.

Krem zawiera silne substancje aktywne, więc podczas jego stosowania powinnyśmy być bardzo ostrożne. W celu zapoznania się z sposobem aplikacji oraz wskazaniami zapraszam Was na stronę producenta klik. Znajdziecie tam bardzo dużo przydatnych informacji na temat tego kremu.

Nie jest to krem dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kwasami. Podczas stosowania Glyco-A konieczne jest stosowanie kremu z wysokim filtrem.

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Krem dostajemy zapakowany w kartonik, na którym znajduje się skład produktu oraz 'instrukcja obsługi'. Sam krem znajduje się w wysokiej, plastikowej tubce o pojemności 30 ml. Plastik z którego wykonane jest opakowanie jest miękki, więc wydobycie kremu jest bardzo proste.

Glyco-A jest koloru białego i ma lekką konsystencję. Łatwo rozsmarowuje się na skórze oraz szybko wchłania się do maatu. Krem ma specyficzny, ostry zapach, ale można się do niego przyzwyczaić.

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Producent w pierwszych 2 tygodniach stosowania kremu zaleca nakładanie go co drugi dzień, stopniowo wydłużając aż do pozostawienia go na całą noc. Ja od samego początku nakładałam go na całą noc oraz stosowałam co drugi dzień. Stosowany co dziennie okazał się dla mnie za mocny.

Skóra po posmarowaniu jej Glyco-A niemiłosiernie piecze, szczypie i pali. Czasami miałam ochotę zmyć go z twarzy, ale na szczęście po kilku minutach wszystko się uspokaja i dyskomfort mija. Używając go trzeba pamiętać by przed posmarowaniem dobrze wytrzeć twarz ręcznikiem. Jeśli zostanie na niej choć odrobinka wody pieczenie będzie silniejsze.

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Z działania tego kremu jestem bardzo zadowolona. Blizny potrądzikowe się zmniejszyły, niektóre całkiem zniknęły. Koloryt skóry również jest bardziej wyrównany. W dniach, w których go nie używałam starałam się mocno nawilżać skórę, ten krem potrafi ją nieźle wysuszyć. Nie zauważyłam większego łuszczenia się skóry, czasami miałam suche skórki na brodzie.

Po około miesiącu stosowania Glyco-A zauważyłam znaczne pogorszenie się cery. Miałam mnóstwo bolących gól, szczególnie na brodzie i policzkach. Na szczęście zniknęły one bez większych śladów, po około dwóch tygodniach. Zauważyłam też, że po dłuższym czasie stosowania tego kremu zmniejszyła się ilość niespodzianek na mojej twarzy oraz goją się one znacznie szybciej.

Glyco-A możecie kupić w aptece. Jego cena różni się w zależności od apteki. Ja kupiłam go w Aptece Gemini za 37 zł, ale widziałam go też za 62zł.

 Isis Pharma, Glyco-A Peeling kosmetyczny z kwasem glikolowym 12%

Spotkałyście się już z Glyco-A? Stosujecie kosmetyki z kwasami?
Projekt denko | Grudzień i Styczeń

Projekt denko | Grudzień i Styczeń


Mamy już początek miesiąca, więc czas na nowy projekt denko. W grudniu zużyłam dosłownie kilka produktów i dlatego postanowiłam połączyć go ze styczniem. Niestety zużywanie kosmetyków idzie mi nieco wolniej niż ich kupowanie :P Najprawdopodobniej następne denko również będzie z dwóch miesięcy.

Projekt denko | Grudzień i Styczeń

Projekt denko | Grudzień i Styczeń

Nivelazione, krem dermatologiczny na pękające pięty
Jeden z lepszych kremów do stóp jaki miałam i na pewno jeszcze do niego wrócę. Szybko się wchłania i pozostawia skórę cudownie gładką i nawilżoną. Co najważniejsze, przy regularnym stosowaniu naprawdę zauważyłam poprawę w stanie mojej skóry. Jeśli Wasze stopy są przesuszone i szorstkie powinnyście go wypróbować.

Isana Professional, Odżywka do włosów Color Shine
Dobra odżywka w rozsądnej cenie. Zadowalał mnie efekt jaki dawała na moich włosach, ale znam lepsze (również w rozsądnej cenie), więc do tej z Isany już nie wrócę. Jeśli chcecie dowiedzieć się o niej czegoś więcej tutaj znajdziecie jej recenzję.

Fa, Żel pod prysznic z balsamem do ciała 'Granat'
Od żelu pod prysznic oczekuję ładnego zapachu, dobrego mycia oraz nie wysuszania skóry. Ten spełnił wszystkie te warunki, ale nie miał 'tego czegoś' co sprawiłoby, że na pewno kupię kolejne opakowanie. Jest jeszcze tyle innych żeli pod prysznic o fajnych zapach do wypróbowania :)

Projekt denko | Grudzień i Styczeń

Sylveco, Tymiankowy żel do twarzy
Ideał. Ten żel to moje KWC. Chciałabym wypróbować jeszcze wersję rumiankową, ale do tymiankowej wrócę jeszcze nie jeden raz. Jeśli Was zainteresował tutaj możecie przeczytać więcej na temat jego działania.

GorVita, Żel aloesowy
Dopiero teraz widzę, że na blogu nie pojawiła się jego recenzja, ale na pewno jeszcze kiedyś o nim napiszę, bo zamierzam kupić kolejne opakowanie tego produktu. Za to pojawił się w ulubieńcach września (klik) oraz ulubieńcach roku (klik).

Peerfecta, Kojący płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu
Płynów micelarnych Perfecta używam regularnie od kilku lat i uważam, że są bardzo dobre. Ostatnio, za sprawą różowego micela Garniera moja miłość do nich troszkę osłabła. Tutaj znajdziecie recenzję tego produktu.

Projekt denko | Grudzień i Styczeń

Isana, intensywny krem do rąk, 5% Urea
Tego kremu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest bardzo dobry i idealnie sprawdza się zimą. Ja stosuję go głównie podczas wieczornej pielęgnacji, ponieważ pozostawia na skórze lekki, tłusty film.

Emolium, Krem ochronny na wiatr i mróz
Ten krem znalazł się w rozczarowaniach roku (klik). Niestety mnie zapchał i został zużyty jako krem do rąk. Tutaj również się nie sprawdził, bo nie nawilżał. Cieszę się, że już go zużyłam :)

Balsam do paznokci 2x5
Ten balsam polecam każdemu kto ma problemy z paznokciami. Stosowany regularnie daje rewelacyjne efekty a paznokcie rosną jak na drożdżach. Tutaj możecie przeczytać jego recenzję.

Vipera, Zmiękczający żel do skórek
Kiepski. Bardzo słabo radził sobie z usuwaniem skórek wokół paznokci. Aktualnie omijam produkty tej firmy z daleka, ponieważ trafiło mi się od nich jeszcze kilka innych bubli.

CHI, Silk Infusion
Używam go od lat i nie zamienię go na żaden inny. Bardzo dobrze chroni moje końcówki przed rozdwajaniem. Cieszy mnie fakt, że jest coraz lepiej dostępny i już nie muszę zamawiać go przez internet (przesyłka czasami była droższa od samego kosmetyku).

A jak Wam idzie zużywanie kosmetyków? Znacie produkty z mojego denka?
Copyright © 2016 Inspiracje dnia | Blog kosmetyczny , Blogger